Kobitka baraszkuje z facetem w łóżku. Nagle słychać chrzęst klucza w zamku. Kobieta przestraszona woła do kochanka:
- To mój mąż! Szybko, uciekaj a balkon!
- No co Ty zima jest -15 a ja na balkon?
- Tak, szybko na balkon, mąż Cię nie może zobaczyć.
Facet nagusieńki chowa się na balkonie i zaczynna ubierać.
Ale kobitka spanikowana woła do niego:
- Przełaź przez barkierkę i skacz!
- No co Ty, oszalałaś??
- Skacz jak mówię, On Cię nie może zobaczyć!
No i facet skoczył. 10 piętro = mokra plama.
Kobitka przerażona wychyla się przez okno i woła:
- I za róg, za róg!!!
Dzwoni telefon, odbiera mąż:
- Dzień dobry, czy mogę z Jolą?
- Niestety małżonki nie ma w domu.
- To wiem, jest u mnie - pytam, czy mogę...
Facet budzi się w południe na potwornym kacu. Patrzy, na stole cztery schłodzone butelki piwa
i list o treści:
"Kochanie, wypoczywaj. Jakbyś czegoś potrzebował to zadzwoń.
Zwolnię się z pracy i przyjadę. Twoja kochająca żona".
- Facet pyta syna:
- Co się wczoraj stało? Nic nie pamiętam.
Czyżbym wrócił w nocy z kwiatami albo pierścionkiem?
Syn na to:
- Przyszedłeś o piątej nad ranem kompletnie pijany,
awanturowałeś się, a gdy matka chcąc cię rozebrać ściągała ci spodnie,
zacząłeś krzyczeć: "Spier...aj dziwko, jestem żonaty!".
Dwaj kumple spotykają się w barze:
- Stary, na parkingu stoi mój samochód a w środku nimfomanka tak
napalona, że już nie mam sił z nią baraszkować. Światło w moim
samochodzie nie działa, więc idź tam, ona nawet nie pozna, że to kto
inny, a ty sobie poużywasz.
Kolega posłuchał jego rady, poszedł do samochodu i rzeczywiście - po
paru minutach baraszkował w najlepsze z tajemniczą nimfomanką na tylnym
siedzeniu samochodu. Nagle rozległo się energiczne pukanie w szybę.
Policjant świecąc latarką do środka wozu upomniał kochanków:
- Czy wiedzą państwu, że nie wolno tego robić w miejscu publicznym?!
- Panie władzo, ale to moja żona - odpowiedział facet.
- Ach, to co innego. Przepraszam, nie wiedziałem - odrzekł policjant.
- Prawdę mówiąc ja też nie, dopóki pan nie zaświecił.
Mama, tata i synek wybrali sie do cyrku. Gdy na arenie pojawił się słoń, tata poszedł kupić słodycze.
Nagle chłopiec wstaje i wyciągając rękę, krzyczy:
- Mamo, mamo, co to jest?
Zaskoczona pytaniem mama odpowiada:
- To jest ogon słonia.
Syn jednak wykrzykuje dalej:
- Nie! Pod spodem.
Zakłopotana mama odpowiada:
- Tooo... nic takiego.
Wraca tata, ale zapomniał kupić napojów, wiec idzie po nie mama. Gdy tylko
się oddaliła, synek wiesza się ojcu na ramieniu.
- Tato, tato, co to jest?
- To jest ogon, synu.
- Nie, pod spodem.
- To jest siusiak słonia.
Chłopiec chwilę się zastanawia, po czym mówi:
- A mama powiedziała, że to nic takiego.
Ojciec z dumą rozpiera się na fotelu:
- No cóż, synku. Tatuś trochę mamusie rozpuścił.
- Co robiłeś w weekend?
- Byłem na ślubie.
- No i jak?
- Normalnie, jak na ślubie. O taką obrączkę dostałem.
W domu dzwoni telefon, żona podchodzi odebrać, a mąż woła z drugiego pokoju:
- Jeśli to do mnie, powiedz że mnie nie ma.
Żona odbiera i mówi:
- Niestety mąż jest w domu - i odkłada słuchawkę.
- Przecież prosiłem cię żebyś powiedziała że mnie nie ma!
- Ale to był telefon do mnie, a nie do ciebie...
|